logo

ARTYKUŁY
KONTAKT

E-MAIL

Skype: Skype 

MICHAEL

Míceál Ledwith

Kiedy tylko odkrywamy coś fundamentalnego odnośne natury rzeczywistości, nie możemy oprzeć się nazwaniu tego "prawem". Tak więc we wszystkich dyscyplinach naukowych począwszy od fizyki, poprzez filozofię a skończywszy na teologii, psychologii lub chemii mamy całe spektrum takich "praw"; prawo grawitacji, prawo termodynamiki, prawo naturalne, prawo zachowania energii i powodujące ostatnio najwięcej szumu - "prawo przyciągania".

Zwykle słowo "prawo" oznacza coś, co jest nadawane przez organ posiadający władzę taki jak np. rząd, sejm, parlament, co wchodzi w życie w pewnym dniu i z reguły może zostać później zmienione lub zniesione.

"Prawa" natury nie mają z takim czymś nic wspólnego. Weźmy na przykład grawitację. Przypuszczalnie działała zupełnie dobrze na długo przed tym zanim ktokolwiek zdecydował się przykleić do niej etykietkę z nazwą. Nawet najbardziej zagorzały zwolennik wizerunku Boga, jako kogoś podobnego do istoty ludzkiej tyle, że o zwielokrotnionych możliwościach, nigdy nie zasugerowałby, że Bóg mógłby w którym momencie znieść prawo grawitacji lub drugie prawo termodynamiki. We wszystkich wcześniejszych wiekach prawa naturalne były postrzegane jako "prawa" natury, będące odbiciem czegoś boskiego w niej samej i dlatego niezmienne tak długo, jak długo Bóg pozostaje Bogiem, a nie jako regulacje obwieszczane przez Boga działającego jak ktoś w rodzaju kosmicznego prawodawcy.

Oczywiście to wszystko mogłoby nie mieć wielkiego znaczenia, gdyby nie fakt, że podążając ścieżką duchowego rozwoju, ku której teraz wielu się budzi i zwraca, sposób w jaki myślimy o takich "prawach" może radykalnie zmienić naszą zdolność manifestacji tego, czego pragniemy. Jest to prawdą zarówno wtedy, gdy dążymy do bajecznego bogactwa, promiennego zdrowia i długiego życia bez chorób, czy też trwałego osobistego szczęścia.

Isaac Newton zgrabnie wyraził coś fundamentalnego na temat natury rzeczywistości, co znamy jako "trzecie prawo dynamiki" albo bardziej "prawo przyczyny i skutku". Mówi ono, że akcja i reakcja są równe sobie i przeciwnie skierowane. Jest to prawdą w odniesieniu do wszystkiego, czego doświadczamy niezależnie od tego, czy jest to uderzenie piłki golfowej, czy też wysłanie sondy na Marsa.

Niestety zastosowanie takiego sposobu myślenia do naszego rozwoju duchowego prowadzi nas do kłopotów i rozczarowań, ponieważ wszystkie te główne i niezmienne prawa nie znajdują zastosowania w odniesieniu do rzeczywistości w której następuje manifestacja. Mamy do czynienia z rzeczywistością w której prawa całkowicie różnią się od tego, co znamy i o czym nam mówiono. A nawet jeśli nam mówiono, nie uświadamialiśmy sobie implikacji jakie ze sobą ta informacja niesie.

Prawo przyczyny i skutku, które stale akceptujemy bez zastrzeżeń i które stało się częścią każdego rodzaju naszego myślenia, może być jedną z największych przeszkód, jakie napotykamy na drodze do zrealizowania naszych pragnień.

Nigdy nie było takiej chwili, kiedy ludzie nie pragnęliby posiadać tego, co jest dla nich atrakcyjne, czy to dobrego domu, nowej pracy, czy też satysfakcjonującego związku. Jako gatunek przechodziliśmy przez różne etapy w doświadczaniu potężnych sił postrzeganych jako coś odrębnego od nas samych i mających nam pomóc w realizacji tych pragnień.

Najwcześniejszą formą było wyobrażenie Boga siedzącego gdzieś na górze, postrzeganego jako jakaś ogromna istota ludzka, która ma uczynić zadość naszym prośbom. Nawet dzisiaj większość modlitw zanoszonych przez ludzi bazuje na tym założeniu. Jednakże stoi to w opozycji do innego fundamentalnego "prawa", które zostało wyrażone przez Jezusa w formie najbardziej znanej nam dzisiaj w postaci zdania: "Wszystko o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie" (ew. Marka 11:24). Zamiast być posłusznymi temu "prawu" błagamy, żebrzemy, pragniemy, mamy nadzieję, przekupujemy i modlimy się, żeby Bóg przychylił się do naszych próśb.

Oznacza to, że w ten sposób oświadczamy, że to czego pragniemy nie jest nasze i nie zostało nam dane, a zgodnie z tym, czego nauczał Jezus, mamy rezultat, że to nigdy nie będzie nasze tak długo, jak trwamy w nastawieniu zakładającym brak. Musimy najpierw stać się takimi, jak coś co chcemy mieć. Niezawodnie jest to jedna z najtrudniejszych lekcji na drodze duchowego wzrostu, jakiej musimy się nauczyć.

W dzisiejszych czasach, kiedy udamy się do jakiejkolwiek w miarę dobrej księgarni, znajdziemy tam mnóstwo pozycji zapewniających nas, że to my tworzymy naszą własną rzeczywistość i że wszystko co musimy zrobić, to utrzymywać koncentrację na tym, czego chcemy i to stanie się nasze. To również jest bardzo uproszczona wersja prawdy, ale z pewnością jest to duży postęp w postrzeganiu bożej roli, jako jakiejś kosmicznej formy spełniającej życzenia.

Jednak nawet wtedy ciągle mamy tendencję do bycia zwiedzionymi przez "prawo przyczyny i skutku". Próbujemy odkryć, co może być tym właściwym "wkładem" w prawo przyciągania, żeby uzyskać efekt i 'wyciągnąć' pożądany produkt.

Tak się nieszczęśliwie składa, że prawo przyczyny i skutku nie działa w polu kwantowym, albo żeby być dokładniejszym - działa odwrotnie. W procesie manifestacji w polu kwantowym skutek w sposób dosłowny musi poprzedzać przyczynę. Jest to odwrotność wszystkiego, czego zwykliśmy doświadczać oraz całej wiedzy gromadzonej od stuleci jaką otrzymaliśmy dotychczas na temat natury rzeczywistości, Boga i modlitwy. Jest to główna przyczyna dlaczego jest tak wiele rozczarowania w religii skupionej w sposób ewidentny na niewysłuchanych modlitwach i dlaczego sztuka modlitwy jest tak mało rozumiana i słabo praktykowana.

***

Miceal Ledwith, jest profesorem teologii i rektorem Maynooth College w Irlandii, członkiem Watykańskiej Międzynarodowej Komisji Teologicznej i często prowadzi wykłady w Europie i USA. Jest długoletnim członkiem Ramtha School of Ancient Wisdom i występował w filmie What the BLEEP Do We Know!?: www.hamburgeruniverse.com