logo

ARTYKUŁY
KONTAKT

E-MAIL

Skype: Skype 

MICHAEL

Míceál Ledwith

- TRAGICZNY SKUTEK BRAKU ODWRÓCENIA PRAWA PRZYCZYNY I SKUTKU"

W poprzednim artykule pisałem na temat poważnych konsekwencji związanych z brakiem świadomości, że przy pojawianiu się czegoś w świecie "duchowym", prawo przyczyny i skutku działa odwrotnie lub w skrócie, skutek pojawia się przed przyczyną. Nie zostało to nigdy dobitniej sformułowane, niż w czasie kiedy nauczał Jezus na temat modlitwy w ew. Marka 11.24: Wszystko o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie "

Całe mnóstwo zawiedzionych nadziei, zniweczonych marzeń i ludzkiej tragedii unosi się wokół braku uświadomienia sobie tego prostego faktu. Jest to jeszcze bardziej tragiczne, kiedy zdamy sobie sprawę, że wszystkiego tego można było uniknąć i każdy z nas mógł o wiele lepiej manifestować w swoim życiu rzeczy i sytuację, których by sobie w nim życzył. Jeśli tylko uczyniłby drobną zmianę w metodzie ich realizowania.

Wiele lat temu w Irlandii poznałem piękną kobietę posiadającą cudownego męża i tworzącą młodą rodzinę. W wieku 33 lat wykryto u niej raka piersi, który wkrótce zakończył jej życie pozostawiając osamotnionego męża i dwójkę dzieci.

Jakiejkolwiek by nie użyć metody oceny, ta kobieta na pewno kwalifikowałaby się jako bardzo "uduchowiona" osoba. Była całkowicie świadoma we wszystkim co robiła i włożyła wiele troski w to, by przekazać dzieciom najszlachetniejsze idee i wzorce zachowań, jakie znała. Można by oczekiwać, że taka osoba, ze względu na to, co często jest określane mianem "bliskości z Bogiem", uzyska odpowiedź na swoje modlitwy w sposób bezpośredni i szybki.

Klucz do rozwiązania zagadki tej tragedii ukazał mi się w kilka tygodni po oznajmieniu, że jej przypadek jest beznadziejny. Powiedziała mi: "Nie mogę uwierzyć w to, jak to się stało, że mam raka, ponieważ moja matka zmarła na raka kiedy miałam osiem lat i od tej pory codziennie rano i wieczorem prosiłam Boga, żeby mnie chronił przed zachorowaniem na tę straszną chorobę. Rozumiem, że nie jedyna jestem chora na to, ale w stanie nie nadającym się na operację? Co zrobiłam złego albo co takiego zrobiłam, z czego Bóg nie był zadowolony?"

Poukładanie sieci splątanych emocji, żalów, lęków i rozczarowań kryjących się za tymi bolesnymi zdaniami było naprawdę bolesne i trudne. Stając twarzą w twarz z żalem związanym z koniecznością opuszczenia dzieci i męża, w najmniejszym stopniu nie była zainteresowana wyświechtanymi frazesami mającymi na celu pocieszenie jej, których to używamy w takich chwilach kiedy płytkość naszego duchowego zrozumienia nie pozwala nam powiedzieć nic, co mogłoby przynieść ulgę. Jej smutek z powodu rozdzielenia spowodowanego śmiercią, przysłaniało coś nawet jeszcze bardziej tragicznego: lęk, że całe swoje życie spędziła w sposób, który się nie podobał Bogu skoro cały ten czas spędzony na modlitwie i nienaganne życie było ciągle niewystarczające, żeby dostać odpowiedź na modlitwę. To, co chciała wiedzieć to to, w jaki sposób jej życie nie zadawalało Boga, ponieważ tylko wtedy mogła zmierzyć się z tym i uspokoić duszę.

Powiedziałem, że wiem, że chce zrozumieć, a nie zostać pocieszoną albo, ujmując to bardziej precyzyjnie, że wie, że zrozumienie usatysfakcjonuje i przyniesie jej spokój. Tak delikatnie, jak tylko potrafiłem powiedziałem, że stosując praktyki takie, jak stosowała, naprawdę nie było sposobu na uniknięcie zachorowania, ponieważ myśl o raku była zawsze w niej obecna każdego ranka i wieczora przez ponad ćwierć wieku w postaci lęku podczas modlitwy. To, na czym się skupiamy w polu kwantowym nie robi różnicy między tym, czy jest to coś, co kochamy czy też czego się lękamy.

Wszyscy duchowi mistrzowie, którzy chodzili kiedykolwiek po tej ziemi zawsze podkreślali, że głównym priorytetem, kiedy ktoś decyduje się stawiać opór i zająć się rzeczami, które powstrzymują go na drodze, jest pozbycie się lęku, ponieważ lęk jest daleko bardziej potężnym magnesem w polu kwantowym niż miłość. Poraża nas i zmraża do głębi naszego jestestwa. Jest niesamowicie łatwo utożsamić się z lękiem, łatwiej niż z jakąkolwiek inną rzeczą. Na czymkolwiek skupiamy się, to się manifestuje. Czy to będzie strach czy miłość, nie jest ważne.

Tragiczna śmierć tej pięknej kobiety i matki jest klasycznym przykładem tego, co może się stać, jeśli nigdy nie zostaniemy poinformowani o prawdziwej naturze Boga, metodach prawidłowej modlitwy i tego, jak dogłębnie zaakceptować niezawodne manifestacje pola kwantowego. Kobieta owa pojmowała wszystkie poranne i wieczorne modlitwy jako niewysłuchane. Powodem tego było to, że widziała Boga jako rodzaj sułtana i magnata ze starożytnego Bliskiego Wschodu, jak to dotąd robiło również wielu z nas, a niektórzy robią nadal. Można było się mu podlizywać, żeby darował nam śmierć, bo w przeciwnym razie moglibyśmy narazić się na niebezpieczeństwo lub nie, w zależności od jego kaprysu. To nie ma nic wspólnego z tym, czego nauczał Jezus w tej sprawie. Oceniając postępowanie tej kobiety na tyle, na ile potrafimy, zrobiła ona to, co umiała najlepiej i to, na czym się koncentrowała zamanifestowało się w doskonały sposób. Tak więc jej modlitwa w tragiczny sensie została wysłuchana, ale nie w taki sposób w który była werbalnie formułowana, ponieważ nie uświadamiała sobie ona tego w jaki sposób naprawdę ją wyrażała.

Jeśli zrozumiemy, że w polu kwantowym natura przyczyny i skutku jest odwrócona, wtedy musimy każdą naszą myśl obserwować z taką uwagą, z jaką jastrząb jest pochłonięty swoją zdobyczą, aż do chwili, kiedy zmiana myślenia stanie się nawykiem. Muszę całkowicie stać się tym, co chcę by się pojawiło. Jeśli jestem pochłonięty manifestacją czegoś cudownego i pięknego, wtedy bezwzględnie muszę całkowicie i gruntownie stać się tym w sposób, który nie ma nic wspólnego z powierzchownością pozytywnego myślenia.

Jeśli jestem przerażony perspektywą zachorowania na straszną chorobę na którą widziałem, że umiera moja matka, wtedy niezawodnie ta rzecz, której boję się bierze mnie w posiadanie do takiego stopnia, że jestem w dużym niebezpieczeństwie zamanifestowania się jej w moim życiu. Skutek jest już na swoim miejscu i poprzedza przyczynę. Odchodząc od wymiaru osobistego jest to tak samo prawdą. kiedy walczymy z czymś - czy to przeciw wojnie, czy w obronie praw obywatelskich, godności kobiet, czy czegokolwiek. Kiedy walczymy przeciw czemukolwiek istnieje poważne niebezpieczeństwo, że już upodobniliśmy się do tego, przeciw czemu protestujemy, a kiedy w ten sposób walczymy prawie zawsze kończymy wzmacniając to, czemu się przeciwstawialiśmy.

***

Miceal Ledwith, jest profesorem teologii i rektorem MaynoothCollege w Irlandii, członkiem Watykańskiej Międzynarodowej Komisji Teologicznej i często prowadzi wykłady w Europie i USA. Jest długoletnim członkiem Ramtha School of Ancient Wisdom i występował w filmie What the BLEEP Do We Know!?: www.hamburgeruniverse.com